Były marszałek Sejmu, Marek Jurek, zwrócił się do prezydenta, premiera i marszałków Sejmu i Senatu o poparcie inicjatywy przedstawicieli Stolicy Apostolskiej, którzy postulują wprowadzenie przez Narody Zjednoczone moratorium na aborcję. Zdaniem polityka, pozwoliłoby to "chronić nienarodzone dzieci przed zamachami na ich życie".
Tekst apelu Marek Jurek umieścił na swojej stronie internetowej. Przypomina w nim, że wybitni przedstawiciele Stolicy Apostolskiej wystąpili o ogłoszenie przez Narody Zjednoczone moratorium na aborcję. - "To niezwykle ważny akt obrony praw człowieka, ale również realizmu moralnego. Chodzi bowiem o prawo notorycznie nie tylko gwałcone, ale i formalnie negowane" - argumentuje Jurek. KAI
55 lat temu, 24 lutego 1953 roku , w więzieniu w Warszawie na Mokotowie, został zamordowany w wyniku komunistycznej zbrodni sądowej generał August Emil Fieldorf „Nil”. A. Fieldorf był zastępcą komendanta głównego Armii Krajowej, szefem Kedywu AK, do dziś nieznane jest miejsce pochówku bohaterskiego żołnierza Polski Podziemnej.
August E. Fieldorf, urodził się 20 marca 1895 roku w Krakowie, jako syn Andrzeja maszynisty kolejowego i Agnieszki z domu Szwanda. W 1912 roku wstąpił do Związku Strzeleckiego, 6 sierpnia 1914 roku wyruszył z Pierwszą Kompanią Kadrową z Krakowa do zaboru rosyjskiego. Walczył w Legionach Piłsudskiego. W 1917 roku został wcielony do armii austriackiej i skierowany na front włoski. W 1918 roku wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej. Ożenił się w 1919 r. z Janiną Kobylińską. Miał dwie córki: Krystynę i Marię. (Córka Maria żyje do dziś i mieszka w Gdańsku.)
Uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickie, walczył pod Dyneburgiem, Kijowem i Żytomierzem. Awansowany na stopień kapitana w roku 1921, majora 1928, podpułkownika 1932. Od 1935 roku był dowódcą samodzielnego baonu Korpusu Ochrony Pogranicza w Wilnie, od 1937 roku był zastępcą dowódcy pułku KOP „Wilno”.
W wojnie obronnej w 1939 roku był dowódcą 51 Pułku Strzelców Kresowych i walczył wraz z 12 DP, która walczyła w rejonie Skarżyska i Iłży. Po rozbiciu dywizji, przedostała się na Zachód. W Paryżu awansowany na stopień pułkownika. Przedarł się do kraju jako emisariusz Naczelnego Wodza. Wracał szlakiem kurierskim przez Egipt. W Warszawie został oficerem do zadań specjalnych przy Komendzie ZWZ, następnie komendantem w Białymstoku. W 1941 roku został oddelegowany do Okręgu Wileńskiego AK. Od sierpnia 1942 był szefem Kedywu AK. W lipcu 1944 roku został zastępcą gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” komendanta głównego AK. We wrześniu 1944 otrzymał awans na generała brygady.
Aresztowany przez NKWD 7 marca 1945 r., wywieziony transportem do Związku Sowieckiego. Pracował nierozpoznany w łagrach na Uralu. Szczęśliwie przeżył i wrócił do kraju. Po sfałszowanych wyborach i braku perspektyw dalszej pracy konspiracyjnej postanowił się ujawnić. W listopadzie 1950 r. wezwany przez łódzkie UB na przesłuchanie i zatrzymany. Osadzony w warszawskim więzieniu przy ul. Koszykowej, odmówił współpracy ze sfingowanym przez komunistów, prowokatorskim "V Zarządem WiN". Przeniesiony do więzienia mokotowskiego, 16 kwietnia 1952 r. skazany przez Sąd Wojewódzki w Warszawie na karę śmierci pod zarzutem wydawania rozkazów o mordowaniu żołnierzy sowieckich i "antyfaszystów". Sąd Najwyższy w rozprawie rewizyjnej zatwierdził wyrok. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Zamordowany w więzieniu mokotowskim, przez powieszenie, 24 lutego 1953 r. o godzinie 15.00. Miejsce pochówku utajniono.
Był wielokrotnie odznaczony przez władze Rzeczypospolitej Polskiej, m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta, złotym Krzyżem Orderu Wojennego „Virtuti Militari” i wieloma innymi. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie generała Augusta Emila Fieldorfa Orderem Orła Białego.
Za sprawą ordynacji wyborczej skuteczną drogą do zostania posłem jest udział w wyborach wyłącznie na partyjnej liście. Wprawdzie o fotel senatora można ubiegać się samodzielnie, ale wygrać jest bardzo trudno. W ubiegłorocznych wyborach udało się to tylko jednemu, niezależnemu kandydatowi, wcześniej zresztą prominentnemu funkcjonariuszowi komunizującej lewicy. O tym kto zostanie wybrańcem narodu decydują więc przede wszystkim gospodarze partyjnych list. Partyjni przywódcy starannie, według sobie tylko znanych kryteriów, selekcjonują „kandydatów na kandydatów”, następnie namaszczają liderów i wskazują miejsca na liście. Decydują też o tym, ile każdy kandydat może wydać, oczywiście z własnych pieniędzy, na kampanię wyborczą. A jak głosują wyborcy? Sam akt wyborczy polega na tym, że zdecydowana większość uprawnionych do głosowania najpierw wybiera partyjną listę a dopiero później szuka kandydata, na którego oddaje głos. O tym kto został parlamentarzystą naród dowiaduje się wkrótce po wyborach. I w tym momencie rola wyborców w zasadzie się kończy. Na to jak pracuje parlament nie mamy już żadnego wpływu. W Warszawie, na ulicy Wiejskiej, rządzą wspomniani wyżej gospodarze list, ale oczywiście nie wszyscy, tylko ci którzy zawiązali rządową koalicję i zgromadzili w swym zwycięskim obozie tak zwaną „większość szabel”. Opozycja, bez względu na liczbę mandatów, w polskiej praktyce, nie tylko zresztą parlamentarnej, ale także samorządowej, ma niewielkie znaczenie. Opozycyjni posłowie i senatorowie mają więc dzięki temu więcej czasu, aby częściej poruszać się po swoim wyborczym okręgu i namawiać do głosowania na siebie w następnych wyborach. A jak, po czterech miesiącach, które minęły od dnia wyborów, nasz parlament wygląda? Okazuje się, że nie najlepiej. Najpierw parlamentarzyści gorliwie zabiegali o podwyższenie swoich wynagrodzeń i diet na biura. Następnie zrobili wszystko, aby uchwalić budżet i oddalić groźbę rozwiązania parlamentu przez Prezydenta. I to był w zasadzie koniec aktywności. Jest spokojnie. Dotychczas nie wysypał się obok marszałkowskiej laski zapowiadany wór ustaw i nowelizacji. Niedawno prezydium izby wyższej odwołało zaplanowane na 21 lutego posiedzenie .. ze względu na brak pracy. Po prostu senatorowie nie mieli ani jednej ustawy, nad którą mogliby pracować. A tą jedną, jak szczerze powiedział marszałek Senatu, „którą Sejm w ostatnim czasie przysłał do izby wyższej, senatorowie zajęli się podczas ostatniego posiedzenia”. Odrobili więc lekcje i …do domu na ferie, najlepiej w góry! Posłowie też wypoczywają, do 27 lutego.
J. Rejczak
Szydłowiec będzie partnerem słowackiego miasta Brezova pod Bradlem. Został zarekomendowany władzom słowackiego miasta przez Jerzego Paprockiego, wiceprzewodniczącego Zarządu Polsko-Słowackiego Towarzystwa Przyjaźni i Dobrego Sąsiedztwa. Z prośbą o wyszukanie dla Szydłowca słowackiego partnera zwrócił się
w ubiegłym roku do stowarzyszenia burmistrz Szydłowca Andrzej Jarzyński. Pismo w sprawie zarekomendowania Szydłowca do współpracy wpłynęło do burmistrza Andrzeja Jarzyńskiego w ostatnich dniach.
Program miast partnerskich jest realizowany w Unii Europejskiej już od dawna. Jego główne cele to stworzenie obywatelom możliwości współpracy i uczestniczenia w tworzeniu otwartej na świat Europy, budowanie poczucia tożsamości europejskiej w oparciu o wspólne wartości, historię i kulturę, pogłębianie wzajemnego zrozumienia między obywatelami Europy, którzy szanują i doceniają wzajemną różnorodność kulturową i językową.
Współpraca pomiędzy miastami partnerskimi może być prowadzona w oparciu o dotacje
z programu „Europa dla Obywateli 2007 - 2013”, w ramach którego można finansować między innymi wymianę mieszkańców, np. grup młodzieży, emerytów, organizację wspólnych spotkań, konferencji i seminariów. UMPro