Światowe Dni Młodzieży - refleksje duszpasterza
Weltjugendtag – Köln 2005
Zaproszenie na Światowe Dni Młodzieży skierował do młodych, także obecny papież Benedykt XVI, rozpoznając tym samym potrzebę kontynuacji genialnej wręcz idei swojego wielkiego poprzednika. Wzmianka o obu tych następcach św. Piotra nie jest w tym miejscu bez znaczenia, przede wszystkim, dlatego, ze należy ja odczytywać także w kontekście miejsca i czasu, a zwłaszcza w kontekście tzw. interpretacji znaków czasu. Na czym zatem polega geniusz tego projektu, który znamy pod nazwa „Światowych Dni Młodzieży“? Kto jest tak naprawdę tym, który jest gospodarzem tego wyjątkowego zgromadzenia? Jak rozumieć to wydarzenie?
Historia
„Światowe Dni Młodzieży“ w Koloni były dwudziesta tego typu impreza w ogóle i dziewiąta, którą jako wielkie międzynarodowe święto była zorganizowana na jednym tylko miejscu. Poza ta impreza, która ma wybitnie międzynarodowy charakter, sa organizowane tzw. „Roczne Dni Młodzieży“ w poszczególnych diecezjach. Pierwszy raz spotkanie młodych całego świata zwołał papież Jan Paweł II w 1986 roku. Młodzież została wówczas zaproszona do Buenos Aires, gdzie mieli pielgrzymować młodzi chrześcijanie, by w roku 1987 wspólnie świętować radość wiary. Następnie były: Santiago de Compostela (1989), Czestochowa (1991), Denver (1993), Manila (1995), Paryz (1997), Rzym (2000), Toronto (2002). Przy tej okazji warto wspomnieć, ze spotkanie młodych na Filipinach w Manili było największym zgromadzeniem ludzi w dziejach świata i wzięło w nim udział ponad cztery miliony uczestników. Wszystkie dotychczasowe spotkania młodych dadzą się z pewnością ująć w następująca formule: pielgrzymka, święto wiary, radości i wspólnoty.
Terazniejszosc
Jak zwykle duch w narodzie nie zawiódł. Myślę o narodzie jako o pielgrzymującym Ludzie Bożym, który nazywany jest również Kościołem. Młodzież przybyła bardzo licznie i dala wspaniale świadectwo wiary, przywiązania do Chrystusa i miłości do Jego Kościoła. W tym świadectwie zawiera się już odpowiedz na pytanie o gospodarza tego wyjątkowego zgromadzenia. Gospodarzem jest Chrystus, który szuka każdego człowieka i pragnie go dotknąć swoim słowem, które zawsze, w każdym miejscu kuli ziemskiej i w każdym czasie jest Ewangelia, słowem dobrej nowiny, wspanialej wiadomości o głębokim szacunku dla ludzkiej wolności, o bliskości kochającego i ukochanej osoby, uczuciu wiernej przyjaźni i przede wszystkim miłości. To wszystko ma miejsce w atmosferze niesamowitej jedności ducha, myśli i serca, które w bardzo intensywny i barwny sposób objawiają się w różnorodności kultur, przekraczają granice państw i kontynentów, zacierają różnice zewnętrznego wyglądu, szukają mostów, które pozwalają na znoszenie barier językowych. Jeżeli ktoś obserwuje to zjawisko oczyma wiary, która jest dodatkowo wzmocniona historycznym faktem istnienia Chrystusa i faktem Jego cudownego zmartwychwstania, to ma się wrażenie, ze wydarzenie Pięćdziesiątnicy - Zesłania Ducha Świętego jest aktualne po dziś dzien. Z jednej strony uczniowie bojący się własnego cienia, ale umocnieni wiara Maryi, Matki Jezusa czekający wspólnie na wypełnienie obietnicy posłania Pocieszyciela, Ducha Prawdy, a z drugiej strony Chrystus, który odnajduje tych swoich uczniów, posyła Ducha Świętego i wypełnia swoja obietnice. Te bardzo podstawowe, choć często nie pogłębione prawdy wiary – także dzisiejszych chrześcijan – znalazły podczas dni młodzieży swój wyraz w znakach Krzyża, który przez wiele miesięcy wędrował przez cale Niemcy i w wielu świątyniach jak również na wielu placach dużych i małych miast był adorowany, i w znaku wspanialej ikony Najświętszej Maryi Panny, która jak dawniej towarzyszyła uczniom w oczekiwaniu na zesłanie Ducha Świętego, tak i dzisiaj towarzyszy młodym chrześcijanom całego świata w oczekiwaniu na eksplozje wiary, głoszonej z radością i przekonaniem. Naturalnym dopełnieniem tych znaków było zgromadzenie Kościoła, wspólnota pielgrzymujących młodych ludzi, którym towarzyszyli ich pasterze – biskupi i kapłani, naturalnie pod przewodnictwem następcy św. Piotra, papieża Benedykta XVI.
Szczególne przeżycia i doświadczenia
Podczas tych dni młodzieży w Kolonii można było skorzystać z licznych propozycji, które wprost dotyczyły całego spektrum duchowego i religijnego życia człowieka, które to życie umacniały i wzbogacały. Do nich trzeba zaliczyć: wspólną liturgie, świętowanie sakramentów, zwłaszcza Eucharystii i spowiedzi świętej. Poza tym były również takie propozycje jak katechezy, rozmowy o wierze i palących problemach życia dzisiejszego człowieka, dotykające pytań o najgłębszy sens ludzkiego istnienia, koncerty, przedstawienia i wiele, wiele innych, będących znakomitym przygotowaniem do świętowania wyżej wspomnianych misteriów i dla wielu wciąż niezrozumiałych tajemnic. Propozycji było tak wiele, ze nie sposób je wszystkie wymienić a w każdym razie wydaje się niemożliwe je wszystkie opisać. Pozwolę sobie jednak na wspomnienie niektórych, dla mnie osobiście bardzo ważnych, związanych z konkretnym czasem i miejscem.
Środa, 17 sierpnia, godz. 21:00. – Chwile po przyjeździe do Kolonii, to jest następnego dnia rano, każdy, kto przyznawał się do biało-czerwonych barw i pochodził spod znaku białego orla w koronie, mógł na każdym rogu ulicy, na każdym większym placu i rzucającym się w oczy miejscu przeczytać zaproszenie do modlitewnego czuwania właśnie o godz. 21:00 w intencji o beatyfikacje Ojca Świętego Jana Pala II, które miało się odbyć w pobliżu kolońskiej katedry, przed ogromnym obrazem Jana Pawła II, wizerunkiem utkanym z niezliczonych twarzy przeróżnych ludzi. Już od wczesnych godzin popołudniowych było można wyraźnie odczuć, ze cos „wisi w powietrzu“. Coraz liczniej napływają polskie grupy, pojedyncze osoby, które serdecznie się pozdrawiają. Serdecznie to słowo, które nie oddaje właściwie tej atmosfery. To byli ludzie jakby nie z tego świata, ludzie stąpający twardo po ziemi i jednocześnie raz po raz porywani do siódmego nieba. To Polska młodzież właśnie, wspaniała, borykająca się z trudami codziennego życia, walka o siebie, studia, karierę, jakąś przyszłość, a jednocześnie zdolna do wzniesienia się na wyżyny tego, co duchowe, co przetrwa, co jest wieczne. Przybywają, staja na stopniach przed katedra i przez wiele godzin trwa festiwal polskiej piosenki religijnej, co trzeba raczej nazwać wielkim duchowym festiwalem modlitwy, wdzięczności i uwielbienia Boga, Boga także w drugim człowieku. Prawdziwe świadectwo wiary i przywiązania do Chrystusa i Jego Kościoła. Na placu miedzy katedra a głównym dworcem kolejowym “płynie” rzeka ludzi z całego świata. Przystają, bawią się razem z Polakami, modłą sie i pozdrawiają nawzajem. Niejednokrotnie daje się słyszeć w wielu językach a najczęściej pięknym, bądź łamanym angielskim – dziękujemy za Jana Pawła II. Słowa, których nie można znieść, są piękne a jednocześnie rozdrapują ranę, która długo się nie zagoi, bo przecież jego już nie ma. Nagle z rożnych miejsc i w rożnych językach słychać Jiovani Paulo, Karol itp. Tego nie da się oddać słowami, to należało przeżyć. Dopełnieniem tych coraz głośniej skandowanych okrzyków całego zgromadzenia na placu było na początku słabo słyszalne, zainicjowane przez polskie wspólnoty neokatechumenalne “Zmartwychwstał Pan”. Przepiekana, głęboka pieśń o nadziei i pewności życia wiecznego z Chrystusem, który pokonał śmierć. Wielu nie może powstrzymać łez, bo serca są wypełnione głęboką radością i nadzieja. To ludzie, których nazywa się pokoleniem Jana Pawła II. Nie ma w tym nic dziwnego, bo wielu którzy tutaj przybyli urodziło się, przyjęło chrzest i wychowało się w czasie, kiedy on posługiwał Kościołowi na Stolicy Piotrowej. Polacy wytworzyli taka atmosferę, ze nie można było oprzeć się wrażeniu, ze jest to jakiś polski dzień w Kolonii. Aż trudno sobie wyobrazić, że to zaledwie wstęp do prawdziwego święta o godz. 21:00. Około 20:00 przesuwamy sie w kierunku, gdzie ze wspomnianego już obrazu patrzył na nas i uśmiechał się Jan Paweł II. Trudno było nie pamiętać słów obecnego papieża, Benedykta XVI, który w homilii podczas mszy, którą świat dziękował Bogu za Jana Pawła II i żegnał go mając jednocześnie nadzieje na ponowne zobaczenie go w wieczności, wypowiedział następujące słowa: On jest z nami i spogląda na nas z okna Ojca Niebieskiego i nas błogosławi. Tak właśnie było i tego wieczoru. To już 21:00. Rozpoczyna się modlitewne czuwanie. Ktoś podejmuje próbę opanowania biało-czerwonej lawy, która w tej chwili liczyła z pewnością kilka tysięcy uczestników, może więcej jak tylko kilka tysięcy, bo wielu wspominało o kilkunastu tysiącach uczestników tego wieczornego czuwania z Polski. Po kilku minutach z indywidualnych okrzyków radości, które podkreślały najczęściej narodową tożsamość, tworzy się prawdziwe, zjednoczone modlitewne zgromadzenie. Śpiewamy wszyscy te same pieśni, modlimy się dziesiątką Różańca świętego, śpiewamy Apel Jasnogórski, błogosławimy siebie nawzajem, jesteśmy Kościołem Chrystusa, który dal nam prawdziwy dar, Jana Pawła II. Zbliża się chwila, którą każdy rozumiał bez jakiejkolwiek zapowiedzi 21:37. Kilkunastotysięczne zgromadzanie wycisza się. Przechodzące grupy obcokrajowców, wcześniej niemniej głośne od polskich przystają i w modlitewnym milczeniu oddają cześć Janowi Pawłowi II, a pewnie i Bogu za takiego człowieka, Jego kapłana. Świat pamięta. Śpiewamy jeszcze kilka pieśni, powiewają biało-czerwone flagi, rozmawiamy ze sobą, zapoznajemy nowych ludzi, dzielimy się chlebem wiary i powoli rozchodzimy się, by udać się w drogę powrotna do miejsc, gdzie byliśmy zakwaterowani. Osobiście odchodziłem z tego miejsca radośnie, ale jednocześnie nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby czas się w tym właśnie momencie zatrzymał. Bardzo emocjonalny i głęboki wieczór. Bóg jest pośród swojego ludu.
Piatek, 19 sierpnia, godz. 16:00. – Przedstawienie “Teatru “A”, ktory jest teatrem muzycznym, podejmującym tematy, obecne w przekazach będących samym źródłem i fundamentem europejskiej kultury. Teatr działa na Śląsku od roku 1996. W swoim artystycznym dorobku ma 10 autorskich spektakli: musicale “Jonasz”, “Tobiasz”, “Pieśń nad pieśniami”, spektakle muzyczne “Pasja”, “Pastorałka”, “Bajka o smoku Kubie”, parakabaret biblijny “5 Przypowieści”, oratorium “Benedicti” oraz widowiska “Apokalipsa” i “Pelikan”. Wprawdzie od roku 2003 teatr prowadzi stała działalność sceniczna, ale jak jego członkowie sami o sobie mówią, że oni sami i ich teatr są w ciągle w drodze. Cały zespól pielgrzymuje i szuka przede wszystkim piękna i sacrum. Zespól poszukuje człowieka, w którym te pojęcia się spotykają i łączą w fenomenie ludzkiego istnienia, a ponad wszystko szuka Boga, źródła wszelkiego dobra. Ich przedstawienia sa naprawdę piękne, ponieważ są pełne nadziei i wiary w uporządkowany świat, gdzie wszystko ma swoje miejsce, jeżeli tylko jest wpisane w drogę człowieka i Boga.
W Kolonii “Teatr A” zaproponował przedstawienie “Pelikan”. Symbol pelikana w tradycji chrześcijańskiej znajdziemy już w II wieku. Historia tego symbolu jest naturalnie starsza i sięga starożytnej Grecji. Starożytni widzieli w nim troskliwego rodzica, który machaniem skrzydeł rozprasza dym, by w ten sposób uchronić swe pisklęta przed uduszeniem. Chrześcijanie widza w pelikanie symbol oddania i poświęcenia. Sięgając po karty greckiego Physiologos (II w.), ktory byl fantastycznym podręcznikiem przyrodniczym owego czasu, traktującym zwierzęta, rośliny, kamienie i ich właściwości jako wykładnię prawd religijnych. Pelikana opisuje ten podręcznik jako kochającego rodzica; ale jeśli się zdarzy, ze pisklę uderzy jego głowę skrzydłem, ten z gniewem odpowiada podobnym uderzeniem, tyle tylko, że dla pisklęcia kończy się ta zabawa najczęściej śmiercią. Pelikan szybko jednak żałuje swego czynu i trzeciego dnia otwiera swój bok i skrapia pisklęta własną krwią. Ofiara ta przywraca im życie. Chrześcijaństwo wykorzystało ten symbol do wyrażenia prawdy o Bogu, który pozwala wprawdzie umrzeć człowiekowi na wskutek jego własnych grzechów, ale zarazem Bóg ratuje grzesznika od śmierci poprzez krew swego Syna Jezusa Chrystusa, która została przelana na krzyżu. Przelana krew Boga daje człowiekowi życie wieczne. Inna wersja opowiada o pisklętach pelikana, które giną od ukąszenia węża, który w tradycji chrześcijańskiej zapisał się jako nieprzejednany wróg Boga i człowieka, co znamy z biblijnych opisów księgi Rodzaju. Także w tym wypadku krew pelikana przywraca pisklętom życie. Średniowieczna poezja, inspirowana tekstami Physiologos przedstawia pelikana karmiącego swoja krwią pisklęta tak długo, aż sam umiera z wycieńczenia. Tak tez ofiarowuje życie za człowieka Chrystus na krzyżu. Nic zatem dziwnego, kiedy chrześcijańska sztuka, zwłaszcza ta z okresu średniowiecza będzie w pelikanie widzialna symbol dla Chrystusa i Eucharystii. Jego wizerunki będą zdobić kościelne portale, krucyfiksy, paramenta i sprzęt liturgiczny.
Sztuka “Pelikan” chciał “Teatr A” zwrócić uwagę na palącą potrzebę nowych męczenników, których krew jest nasieniem chrześcijaństwa. Brzmi to bardzo surowo i mrocznie, ale takie sa fakty, ze każdy wiek chrześcijaństwa żył z krwi męczenników, a wiec ludzi, którzy radykalnie oddali swoje życie na służbę Bogu, nie unikając przy tym szykan, obelg, wyśmiania, prześladowań i innych przeciwności związanych z przyznaniem się do Niego, nawet wtedy, kiedy wiązało się to nieuchronnie z niebezpieczeństwem utraty życia. Przykłady tak bardzo mocnego przylgnięcia do Boga i świadectwa męczeństwa za wiarę są w tym przedstawieniu pokazane w osobach Męczenników Tajlandzkich, seminarzystów z Buta w Afryce, Gianny Beretty Molla, O. Miguela Augustina Pro, S. Tarsykij Olgi Matskiw, O. Aleksandra Mienia, Abp Oscara Arnulfo Romero, Ks. Jerzego Popieluszki, Fransisco Castello, Dietricha Bohnhoffera i Ks. Karla Leisnera. Trudno jest w tej chwili przedstawiać wspaniałe biografie tych ludzi, ponieważ przekroczyłoby to znacznie ramy tego artykułu. Są to jednak wspaniale osobowości i każda z nich zasługuje na osobną stronę na lamach Waszego pisma. Są to nieocenione wręcz przykłady działania Boga w naszych czasach, przykłady ludzi młodych i bardzo mężnych, które z powodzeniem stanowić mogą wzór dla wielu młodych chrześcijan, np. tych, którzy przygotowują się świadomie do sakramentu bierzmowania i naturalnie tych, którzy ten sakrament przed laty przyjęli i zobowiązali się świadczyć o Bogu.
Przedstawienie “Teatru A” było również szczególne z innego powodu. Była to z całą pewnością wspaniała manifestacja polskiej kultury, która inspirowana mocno treściami religijnymi porywa wręcz serca, zmysły i umysły widzów. Dodatkowo zostało to piękne świadectwo wzmocnione wzruszającym i pięknym wyznaniem o. Joaquina Alliende, który jest Międzynarodowym Asystentem Kościelnym Stowarzyszenia “Pomoc Kościołowi w Potrzebie” – “Kirche in Not”, będącym jednocześnie inspiratorem tego teatralnego wydarzenia. O. Allende zwrócił uwagę na fakt, ze taka sztuka mogła powstać tylko w kraju, który w ostatnim stuleciu miał silnie przeciwstawić się faszyzmowi i komunizmowi, systemom, które walczyły z Bożym dziełem stworzenia, jakim jest człowiek, i które w okrutny sposób niszczyły godność człowieka, w kraju, który wydal ruch społeczny “Solidarność” i tak wspaniale postaci jak o. Maksymilian, Maria Kolbe, ks. Jerzy Popiełuszko i Jan Paweł II. Zdaniem o. Alliende, żaden inny kraj minionego stulecia jak tylko Polska, nie byłby w stanie oddać istoty chrześcijaństwa wyrażonej w znaku męczeństwa, i choć zabrzmi to paradoksalnie, to jednak jest faktem, iz mimo okrucieństwa oprawców ukazana jest w nim zawsze moc Boga, który zwycięża i staje po stronie uciśnionych. Można sobie wyobrazić, co działo się po tych słowach. W obecności wielu innych narodowości pojawiły się mocne polskie akcenty, skandowane “dziękujemy”, rozwijane polskie flagi i przede wszystkim atmosfera, która wytworzona przez polska młodzież ukazywała kraj i ludzi w nim żyjących jako piękną, otwarta intelektualna i duchowa przestrzeń, jednocześnie głęboko zakorzeniona w historii prawdziwych, trwałych religijnych i ogólnoludzkich wartości. Warto było cos takiego przeżyć. O. Alliende wezwał też do modlitwy o nowych męczenników w rozpoczętym nowym stuleciu, a właściwie tysiącleciu chrześcijaństwa, ponieważ walka z kościołem nie ustala, a współcześnie, zwłaszcza w Europie jest prowadzona nieco innymi, bardziej wyrafinowanymi metodami, które polegają głownie na relatywizacji wszelkich wartości i posługiwaniu sie “półprawdą”, przez co staja się dobrze ukryte i dla przeciętnego słuchacza niewykrywalne.
Podsumowanie
Spróbujmy zatem odpowiedzieć na pytanie postawione na wstępie tego artykułu: Czym jest fenomen tych spotkań? Jak można go zatem zdefiniować i zrozumieć geniusz wywodzącej się od Jana Pawła II idei “Światowych Dni Młodzieży”? Pośród wielu innych aspektów, pragnę zwrócić szczególną uwagę na dwa, moim zdaniem istotne aspekty. Po pierwsze: “Światowe Dni Młodzieży” ukazują bogactwo Kościoła jako wielonarodowej i wielokulturowej wspólnoty wiary. Fakt spotkania pozwala na zobaczenie osobistego przylgnięcia do Boga także w tej innej, ogólnoświatowej i wielonarodowej perspektywie, która bardzo pomaga wyjść każdej chrześcijańskiej wspólnoty z jakiegoś zastoju, marazmu i często ciasnego myślenia o Bogu i Jego Kościele, które sa często następstwem zwyczajnego lenistwa i intelektualnej opieszałości w zgłębianiu Tajemnicy, bądź Misteriów wiary. Źródła tej intelektualnej, ale i tej duchowej opieszałości chciałbym w tym miejscu pominąć. Ogólnoświatowy wymiar tego wydarzenia pozwala odkryć też własne bogactwo i własną tożsamość jako człowiek, chrześcijanin i członek danej społeczności, tj. np. fakt, ze jestem Polakiem, Niemcem, Anglikiem, Wlochem itd. Po drugie: znając nieco sylwetkę Jana Pawła II, tak bardzo przez nas kochanego, należy wyraźnie powiedzieć, ze przez dobrych 26 lat jako papież, ale już znacznie wcześniej uczył chrześcijan, a zwłaszcza swoich rodaków prawdy, obok której nie można przejść do porządku dziennego. Prawdy te wyrazić można następującym stwierdzeniem - pytaniem:, dlaczego bycie dobrym nie jest wystarczająco dobre? Co to może oznaczać? Wielu starszych i młodych uważa, ze pozytywne doświadczenia czynią ich najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Dobre stopnie, uzyskiwane bez większego wysiłku, wystarczające środki materialne, dobra rodzina i krąg znajomych, sukcesy w sporcie, powodzenie w relacjach międzyludzkich, ciekawa praca, podróże, zdrowie, wygląd, psychiczna równowaga, jasno stawiane i realizowane cele i marzenia. Wszystko jak w bajce. Zwieszenia tego wachlarza możliwości trudno sobie nawet wyobrazić. Jeżeli dodatkowo wszystko zaczyna się od modlitwy, rozmowy z Bogiem i w tej perspektywie dopiero ustawiane są poszczególne inne cele i zamierzenia, co oznacza, ze Bóg jest w życiu danej osoby na pierwszym miejscu, to trudno oprzeć się wrażeniu, ze mamy do czynienia z idealnym wręcz człowiekiem i stylem życia. Jan Paweł II domagał się jednak i to zwłaszcza od ludzi młodych czegoś więcej, a może nawet czegoś znacznie więcej, niemniej głębokiej i do bólu szczerej odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego warto być dobrym? To pytanie, o „dlaczego” jest często nierozwikłaną zagadką w ludzkim sercu. Dojrzałemu chrześcijaninowi musi stać się jasne, ze przychodzi moment uwolnienia się z więzów tzw. dobrego, tradycyjnego wychowania i nadania życiu sensu, który wprawdzie w oparciu o osobistą historię i historie ludzi, wśród których się wychowywałem i zdobywałem doświadczenie życiowe był kształtowany, ale mimo tego doświadczenia musi ten sens na nowo i samodzielnie być niejako odkryty i podjęty. Taki sens ma swoja godzinę i miejsce. Taki sens można nazwać szczególnym wezwaniem i nie obawiajmy się tego słowa – Bożym powołaniem do określonej formy życia, do życia jako ojciec rodziny, do życia jako żona i matka, do życia jako dobry fachowiec określonej specjalności, określonego zawodu, wreszcie życia jako Kapłan, siostra zakonna czy brat zakonny. Naturalne uzdolnienia, tradycje rodzinne i kulturowe, normy i prawa, i w ogóle bycie człowiekiem i chrześcijaninem nabiera w takiej godzinie i w takim miejscu zupełnie innego posmaku, jest głębokim wezwaniem Boga, żeby tak właśnie i nie inaczej swoje życie oddać na służbę Jemu i bliźniemu. Miłość jest oddaniem siebie i dopiero to oddanie, które nie ma nic wspólnego z rezygnacja z siebie jest tym „więcej“ niż bycie tylko dobrym, bądź bardzo dobrym. Tego chciał i oczekiwał od ludzi młodych Jan Paweł II i on w nich wierzył, wierzył, ze maja oni głębokie pragnienie znalezienia takiego sensu życia i wypełnienia go Bogiem. Przykład takich ludzi czyni chrześcijaństwo i Kościół czymś pięknym, rzeczywistością, obok której nikt nie przechodzi obojętnie. Takie doświadczenie towarzyszyło mi w Koloni, doświadczenie, w którym zupełnie naturalne dary zostały przepełnione mocą Ducha Świętego, który w dwojaki sposób daje się rozpoznać: w wydarzeniu i osobie Jezusa Chrystusa, czyli w Bogu, który stal się człowiekiem i w przykazaniu miłości, przykazaniu, które jest zarazem rozwiązaniem pytania o sens ludzkiego istnienia. Do takiego przeżywania życia i chrześcijańskiej wspólnoty Kościoła zapraszam. I doświadczenia tej żywej wielonarodowej i tej lokalnej wspólnoty, jaką jest wspólnota parafialna wszystkim z serca życzę.
Tomek MIC
Spodobał Ci się ten artykuł? Kliknij
Chcesz być informowany o najnowszych artykułach? Zasubskrybuj ten serwis 
Lubisz szelest papieru? Wydrukuj ten artykuł
Dodaj Komentarz