Dziś w ostatnią niedzielę roku liturgicznego, Kościół celebruje uroczystość Chrystusa Króla. Została ona ustanowiona przez papieża Piusa XI w roku 1925, czyli w 1600 rocznicę Soboru w Nicei, który dogmatycznie uznał równość Jezusa z Bogiem Ojcem. Papieska encyklika Quas primas ustanawiająca tę uroczystość jako przeciwstawienie się silnym tendencjom ateistycznym i laickim, które w tym czasie były bardzo popularne, wskazywała na Chrystusa jako Króla mającego władzę nad człowiekiem i całym światem.
W obowiązującym obecnie formularzu liturgicznym uroczystość nabiera charakteru bardziej duchowego i eschatologicznego. Przede wszystkim czytania biblijne ukazują Chrystusa jako Dobrego Pasterza troszczącego się o swoje owce. Zmartwychwstały Pan, królujący nad całym wszechświatem, otwiera człowiekowi drogę do Królestwa Niebieskiego, do Domu Ojca. Człowiek realizuje swoje powołanie do życia wiecznego spełniając na ziemi czyny miłości. Czynna miłość otwiera bramy nieba. Królowanie Chrystusa wyraża się w zbawieniu człowieka. Przez swoją śmierć na krzyżu dał dowód miłości względem wszystkich ludzi i odpuszczając nasze grzechy pojednał nas z Ojcem oraz uczynił ludem wybranym, czyli królestwem i kapłanami Boga samego.
Słowa antyfony na wejście zaczerpnięte z ostatniej księgi Pisma św. przedstawiają adorację Chrystusa Baranka i Króla w niebie: "Godzien jest Baranek, który był zabity, otrzymać moc i Boskie hołdy i mądrość, i siłę, i cześć" (Ap 5, 12). Hołd i uwielbienie, jakie Chrystus odbiera w niebie, przenoszą się również na ziemię i spełnia się zapowiedź Proroka: "Wszystkie narody, pokolenia i języki służyć Mu będą. Władza Jego wieczna, która nie będzie odjęta, a królestwo Jego nie zginie" (Dn 7, 14). opr.msk
Słowa tej pieśni znamy niemal wszyscy. Już w szkole podstawowej uczą się jej dzieci poznając rytmy polskich tańców narodowych. Jest ona napisana i śpiewana w tempie krakowiaka. Skomponował ją Kazimierz Hoffman (1842 – 1911), pianista, dyrygent, pedagog i kompozytor. Był on twórcą przede wszystkim utworów scenicznych: opery, operetki, wodewile, balet oraz liczne ilustracje do sztuk teatralnych (krakowiak Płynie Wisła, płynie jest fragmentem jednej z tych ilustracji). Tekst pieśni napisał Edmund Wasilewski (1814–1846), autor poematów i wierszy patriotycznych związanych z Krakowem, członek Stowarzyszenia Ludu Polskiego. Można go uznać za największego przed Wyspiańskim piewcę urody i zabytków Krakowa. Miastu temu poświęcone są jego najlepsze utwory: „Krakowiacy” (1840) i „Katedra na Wawelu” (1844). Jego bezpretensjonalne wiersze, niejednokrotnie ilustrowane muzycznie przez Stanisława Moniuszkę, były za życia autora niezwykle popularne, niektóre nawet zachowały tę popularność do naszych czasów („Wesoło żeglujmy, wesoło”,
„Krakowiaczek ci ja”).
Słowa pieśni mówią o największej naszej rzece Wiśle, która łączy nasz kraj od gór aż do morza.
Na początku wygląda niepozornie - niewielkie potoki wypływające z Baraniej Góry - Biała i Czarna Wisełka. Wraz z biegiem w dół, ku morzu, nabiera sił i rozpędu. W połowie swej drogi do celu jest już imponującą rzeką, pełną wirów, złotego piasku i tajemnic. Królowa polskich rzek - największa, najdłuższa, nieujarzmiona, przyciąga do siebie niezliczoną ilość mniejszych od siebie wodnych sióstr. Wisła - zwana niegdyś jako Vistla czy Vistula panuje niepodzielnie w polskiej krainie. Mimo upływu czasu obroniła się przed całkowitą regulacją i dziś nadal można podziwiać jak pracowicie rzeźbi swoje koryto i przylegające do niego tereny. W krajach Europy Zachodniej nie ma równie dzikiej i wspaniałej rzeki - z piaszczystymi wyspami, okolonej zielonym szalem lasów łęgowych, z rosnącymi w jej dolinie podmokłymi łąkami, soczystymi pastwiskami, z całym bogactwem świata roślin i zwierząt.
Wisła jest naszym wielkim skarbem. Tak jak łączy góry z morzem, tak samo powinna łączyć ludzi w podejmowaniu działań na rzecz zachowania przyrodniczego i kulturowego bogactwa, które ze sobą niesie.
Autor słów, przedstawił w tej pieśni nie tylko Wisłę, jako symbol naszego kraju, ale również przywiązanie do języka ojczystego. W okresie zaborów nauka języka polskiego była zakazana i tylko w domach rodzinnych mówiono po polsku, najczęściej ucząc się go pisać i czytać na przykładzie religii.
Nad moją kolebką
matka się schylała
i mówić pacierza
wcześnie nauczała.
Nauka religii w polskich domach i rodzinach, miała za zadanie nie tylko rozwój duchowy i życie zgodne z wiarą ojców, ale i charakter patriotyczny. Uczyła miłości do Ojczyzny.
„Ojcze nasz” i „Zdrowaś”,
i „Skład Apostolski”,
bym do samej śmierci
kochał naród polski.
Wisła to nie tylko najdłuższa w kraju rzeka znana wszystkim Polakom. To od niepamiętnych lat symbol naszej państwowości, uosobienie mitu, bez względu na to, czy żyliśmy w kraju niepodległym, czy w czasach zaborów. Pełniła ona zawsze znaczącą rolę historyczną i gospodarczą, a dopóki płynie, Polska nie zaginie!