Nie osądzajmy o. Hejmy w tym momencie.
Poczekajmy, ta sprawa się wyjaśnia, ale tak czy owak jest to bardzo smutne - powiedział poseł PiS Marek Jurek w "Poranku w radiu TOK FM".
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Sprawa o. Hejmy zdominowała dzisiejsze gazety i wszystkie doniesienia. Jak pan odebrał te informacje?
Marek Jurek: To jest sprawa przygnębiająca, niezależnie od tego, jaki będzie jej dalszy bieg. Dlatego, że jeżeli te materiały byłyby obciążające dla o. Konrada, to byłoby to bardzo przygnębiające. W całej sprawie, dlatego że nie możemy mówić ostatniego słowa, jest realizowana jakaś jawnościowa procedura, ale pamiętajmy, co się stało poprzednio, kiedy doszło do przypuszczeń po pierwszej wypowiedzi prof. Leona Kieresa. Więc zostawmy czas na badanie materiałów. Wiemy, że o. Zięba, prowincjał dominikanów, w materiały miał częściowy wgląd.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Ale mówił, że jest wstrząśnięty.
Marek Jurek: Tak. Więc jeżeli to nie jest prawda, a miejmy nadzieję, że nie, to wtedy jest to też udręka dla człowieka, którego to dotknęło. Jeżeli to jest prawda, to jest przygnębiające dla nas wszystkich. Nie osądzajmy w tym momencie. Poczekajmy, ta sprawa się wyjaśnia, ale tak czy owak jest to bardzo smutne.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Dzisiejsze gazety już oceniły. Dzisiejszy Fakt napisał "Judasz".
Marek Jurek: Myślę, że w tej sprawie widzimy końcówkę tej ponurej smugi, a nie widzimy tego, czym naprawdę ona jest.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Czy dobrze się stało, że wychodzi prezes IPN Leon Kieres w towarzystwie o. Zięby, to robi wrażenie rzeczywiście, i mówi tylko i wyłącznie nazwisko.
Marek Jurek: To, co się wczoraj stało, to była pochodna bardzo niewłaściwej poprzedniej wypowiedzi prezesa, kiedy powiedział, że są jakieś materiały, określił bardzo nieprecyzyjnie zbiór osób, które mogą dotyczyć i w efekcie doszło do pomówienia niewinnego i bardzo zasłużonego człowieka. Biorąc pod uwagę to, że mamy za sobą dziesięciolecia walki o niepodległość, walki o wolność człowieka w Polsce, to nagle ktoś pod koniec życia, kto miał uczciwy życiorys, musi się tłumaczyć, że nie jest jakimś TW, którym w ogóle nie jest. Jest to sytuacja przygnębiająca, wiemy, o kogo chodzi. Do takiej sytuacji doszło po ostatniej bardzo niefortunnej wypowiedzi prezesa, kiedy powiedział, że są jakieś informacje na temat inwigilacji Ojca Świętego, dotyczą osoby duchownej, ale nie powie kto. To takich rzeczy się nie mówi.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Nie mówi się.
Marek Jurek: Dlatego, że w żadnym wypadku człowiek odpowiedzialny z jednej strony za zagwarantowanie dostępu opinii publicznej do materiałów o tym, jak Polska była niszczona moralnie, ale z drugiej strony odpowiedzialny za te materiały, nie może poruszać się z sferze przypuszczeń, rozsnuwać.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Jak pan to tłumaczy? Takie zachowanie Leona Kieresa. Bo, szczerze mówiąc, trudno tu znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie.
Marek Jurek: Nie wiem. Chciałbym, żeby prezes Kieres to wytłumaczył, dlatego że szeregu faktów tu nie znamy. Ja, na przykład, nie wiem, dlaczego od początku Instytutu nie podjęto działań, żeby zgromadzić materiały dotyczące inwigilacji księdza Wojtyły, kard. Wojtyły, Ojca Świętego.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Pracuje nad tym Marek Lasota.
Marek Jurek: Nie rozumiem, dlaczego od początku tych materiałów nie gromadzono i nie przekazywano do Rzymu. Trudno było oczekiwać, że Ojciec Święty będzie o to prosił. Różnym osobom udostępniano, często wybitnym, i te materiały należało po prostu przekazać. Myślę, że do wielu sytuacji nie doszłoby, gdyby tak się wtedy stało.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Przekazać Ojcu Świętemu informacje, kto na niego donosił?
Marek Jurek: Dlatego żałoba w Kościele katolickim ma trzy etapy: pierwszy to są przygotowania do pogrzebu i tydzień po pogrzebie, drugi to miesiąc po śmierci, a trzeci to jest rok. My jesteśmy teraz w ścisłej żałobie. Dlaczego akurat w tej chwili ta sprawa wypłynęła, to są rzeczy, których ja nie wyjaśnię, dlaczego prezes tak działa. To prezes powinien powiedzieć, czy to rzeczywiście taki zbieg okoliczności. Ja rozumiem, że sprawa jest ważna i potrzebna. Inwigilacja Papieża jest, w moim przekonaniu, zbrodnią i o tym trzeba powiedzieć dzisiaj. I tę sprawę należało podjąć od początku.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Było wiadomo, że ktoś inwigilował Karola Wojtyłę.
Marek Jurek: Tę sprawę należało podjąć w wymiarze archiwalnym, trzeba było te informacje przekazać, ale również w wymiarze karnym. Dlatego, że my w tej chwili, i bardzo dobrze, szukamy prawdy materialnej, będziemy szukać tych ludzi, którzy pomagali osaczać Ojca Świętego, czy tych macek bezpieki, które sięgały do Rzymy. Bezpieki, tak naprawdę nie bezpieki, bo tak naprawdę KGB. Ale trzeba postawić taką kwestię, że ktoś tu dysponował i opinia publiczna ma prawo poznać agentów, ma prawo poznać funkcjonariuszy SB.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Ale chyba nie w takiej formie?
Marek Jurek: Oczywiście. Ma prawo poznać funkcjonariuszy SB, którzy realizowali te działania, ale również ma prawo poznać dysponentów politycznych. I te najwyższe nazwiska ludzi, którzy decydowali o tym. Zastanówmy się nad jednym, to się działo po 1981 r. To się nie działo po 1978 r., czyli w momencie, kiedy kard. Wojtyła został wybrany na papieża i kiedy w ogóle nie jest zbrodnią przeciwko wolności Kościoła i przeciwko Polsce. Nie mieliśmy wielu instancji moralnych tak życzliwych Polsce i sprawie wolności Polski jak Stolica Apostolska. A w 1981 r., według wszelkich danych, KGB próbowało zamordować Ojca Świętego i potem jeszcze komuś na naszym terenie, bo to nawet trudno mówić "w Polsce", przyszło do głowy, żeby prowadzić, nie w polskim interesie w końcu, tylko działania przeciwko Papieżowi. I te nazwiska, najwyższych funkcjonariuszy bezpieki, a pewnie ludzi, którzy w Biurze Politycznym PZPR nadzorowali te sprawy, czy może wręcz ścisłego środka kierowniczego. My mamy prawo wiedzieć.
Katarzyna Kolenda-Zaleska: Abp Życiński mówił, że nie podejmował takich decyzji sierżant.
Marek Jurek: Mamy prawo wiedzieć, czy panowie Jaruzelski, Kiszczak odpowiadają za działania przeciwko Ojcu Świętemu, czy nie. Te sprawy trzeba wyjaśnić, dlatego że w tym wypadku chodzi o przestępstwo kryminalne, nie w interesie Polski i w zasadzie o zbrodnię stanu. I zadaniem IPN jest, aby poprowadzić w tej sprawie śledztwo. Zaczynać trzeba od szukania elementów materialnej prawdy. Agentura jest pierwszym śladem i należy ją ujawniać, ale właśnie uczciwie. Ale należy dotrzeć do dysponentów politycznych i oni muszą odpowiedzieć przed opinią publiczną, a potem najzwyczajniej karnie.
Spodobał Ci się ten artykuł? Kliknij
Chcesz być informowany o najnowszych artykułach? Zasubskrybuj ten serwis 
Lubisz szelest papieru? Wydrukuj ten artykuł
Dodaj Komentarz