Jak zawsze po wyborach media zajmują się analizami wyników. Niestety są one najczęściej dość powierzchowne i nie wychodzą poza stwierdzenia pozornie oczywiste. Oczywiście te wybory wygrała Platforma, lekko przegrał PIS, dwie pozostałe partie parlamentarne utrzymały swój status quo, a ugrupowania pozaparlamentarne nie zdołały przebić się na powierzchnię parlamentarnej polityki. Ale do takich stwierdzeń, nie potrzeba analityków z naukowymi tytułami.
Wystarczy dość powierzchowna wiedza każdego przypadkowego obserwatora sceny politycznej. W tych wszystkich komentarzach brakuje bardziej pogłębionej refleksji nad stanem polskiej polityki, a zwłaszcza nad przyczynami istniejącego stanu rzeczy. Bo choć statystyczne wyniku obecnych wyborów niewiele odbiegają od wyników poprzednich wyborów parlamentarnych, to wbrew powszechnym stwierdzeniom, polska scena polityczna nie jest „zabetonowana”. Nastąpiła bowiem dość zasadnicza zmiana postaw wyborców. Gdy w poprzednich wyborach, wyborcy PO wierzyli w tą partię, w jej modernizatorski i reformatorski charakter, a wyborcy PIS w swojego wybrańca, jako obrońcy tradycyjnych wartości, to dziś i jedni i drudzy stracili w znacznej części swoje przekonanie o programowych walorach popieranych przez siebie partii. Dziś dla wyborców PO, głównym atutem tej partii jest fakt, iż PIS jest gorszą alternatywą polityczną, a nie pozytywne walory samej Platformy. Podobnie jest także z elektoratem PISu.. Dla nich także głównym atutem nie jest program, a fakt, iż PO jest gorszą alternatywą. Popieranie tych partii ma więc charakter przede wszystkim negacji konkurencji. Siła wyborcza obu dominujących ugrupowań wynika zatem przede wszystkim z poczucia braku alternatywy. Oczywiście ta teza może zostać zakwestionowana poprzez stwierdzenie o pozaparlamentarnych ugrupowaniach, jako alternatywie istniejącej sceny politycznej. Problem jednak w tym że w wymiarze społecznym alternatywą może być ugrupowanie, które budzi nadzieje na sukces. W sytuacji braku takiej nadziei, żadna inicjatywa nie jest traktowana jako polityczna alternatywa. Ukonstytuowanie się politycznej alternatywy wiąże się z zaistnieniem dwóch warunków. Pierwszy to zdolność organizacyjna i programowa do rządzenia, czy współrządzenia krajem. . Drugi to ujawnienie w wymiarze społecznym niezdolności istniejących ugrupowań do stawienia czoła zasadniczym wyzwaniom stojącym przed państwem. Ten drugi czynnik jest faktem, choć jeszcze nierozpoznanym społecznie. Rząd Platformy Obywatelskiej, polegają głównie na bezczynności. I taki stan może być długo społecznie akceptowany, pod warunkiem stabilnej sytuacji społeczno-gospodarczej. Jednak kryzys gospodarczy, choć przebiega on , jak dotąd, stosunkowo łagodnie będzie ujawniał całą bezradność rządu Tuska. Także Kaczyński nie ma pomysłu na skuteczne rządzenie. Co więcej zmiana sceny politycznej, paradoksalnie może rozpocząć się od PISu. Jak wskazałem wyżej, głównym źródłem siły Platformy jest pisowska alternatywa. Dopóki istnieje taka perspektywa, PO może być spokojna o swoje poparcie społeczne. Natomiast kryzys PISu , to początek takżę kryzysu poparcia społecznego samej Platformy. I dlatego powstaje zasadnicze pytanie, czy PiSowi zagraża zasadniczy kryzys, który doprowadzi do rozkładu tej partii i tym samym zapoczątkuje proces rekonfiguracji polskiej sceny politycznej.
Otóż eskalacja bezproduktywnego społecznie konfliktu na linii PIS-PO jest korzystna dla obu ugrupowań. Pozwala bowiem ogniskować uwagę społeczną na konflikcie i tym samym odciągać uwagę od zasadniczych wyzwań stojących przed naszym krajem. Ten konflikt rozgrzesza PO z jej bezczynności i bezradności w rządzeniu, a od PISu nie wymaga, ani pozytywnej recepty na rządzenie, ani nie rozlicza z sprzecznych z deklaracjami programowymi działań. Ten konflikt obu dominujących partii jest i społecznie i cywilizacyjnie nie tylko jest zupełnie bezproduktywny, ale jest ślepą uliczką, w którą jest wciągane polskie społeczeństwo. Bowiem model partii, jako walczących armii , jest zupełnie nieprzystający do współczesnego, coraz bardziej komplikującego się i złożonego świata.. Taki model partii, pochłonięty ustawiczną walką, nie jest w stanie wyłonić optymalnego przywództwa narodowego zdolnego do skutecznego rozwiązywania zasadniczych wyzwań współczesności, a co najwyżej przegraną w konkurencji międzynarodowej potrafi osładzać jedynie sukcesami personalnymi. Bo czym jest ewentualne przewodzenie parlamentowi europejskiemu w porównaniu z porażkami naszej polityki np. w zakresie wyrównania dopłat bezpośrednich, czy niezdolności zablokowania budowy gazociągu bałtyckiego. W tym sensie PIS jest zupełnie fałszywą alternatywą dla rządów Platformy. Bo podobnie jak Platforma zgodził się na redukcję pozycji Polski w traktacie lizbońskim, czy wykazał się zupełną nieudolnością w sprawie gazociągu bałtyckiego, czy w walce o równe szanse polskich rolników na europejskim rynku. Co więcej ta partia cierpi na wrodzona skłonność do autodestrukcji.
Ostatnie wybory pokazały, że reakcją na bezproduktywność polskiej sceny politycznej jest wycofywanie się z aktywności publicznej. Poczucie zniesmaczenia konfliktami o nic jest dość powszechne, ale to zniesmaczenie nie przekłada się jeszcze na budowanie alternatywy dla obecnego modelu sceny politycznej. W tym sensie głosy oddane na PO-PIS są głosami straconymi. Bowiem są to głosy za utrzymaniem obecnego oligarchicznego modelu partii politycznych i dalszej kompromitacji Polski na arenie międzynarodowej. Ale czy to oznacza, ze wyniki wyborów są „końcem polskiej polityki”. Otóż nie. Oznaczają one jedynie, że ten model osiągnął swoje apogeum, a apogeum, ze swej natury nie jest stanem trwałym. Jest momentem przełomowym w dotychczasowej tendencji. O nowym trendzie świadczy fakt narastającej dezaprobaty dla sposobu uprawiania polityki w naszym kraju. I choć obecną scenę „betonuje” system finansowania partii politycznych i oparty o zasadę proporcjonalności system wyborczy, to pomimo tych stabilizatorów obecnego układu, widać mentalną zmianę w postrzeganiu rzeczywistości politycznej. Polsce potrzeba wyzwolenia z oligarchicznego systemu partyjnego i świadomość tego faktu nabiera siły. Na to wyzwanie trzeba odpowiedzieć budową politycznej alternatywy zdolnej do stawienia odpowiedzi na zasadnicze wyzwania współczesności, zwłaszcza wyzwania kryzysu demograficznego, unarodowienia polskiego kapitalizmu, wzmocnienia naszej pozycji w Unii i przeciwstawienia się dechrystianizacji europejskiej cywilizacji. To są zasadnicze wyzwania stojące przed Polską, których nie są zdolne podjąć oligarchiczne partie obecnej sceny politycznej. I jak każde realne wyzwanie, lepiej wcześniej, niż później znajdzie swój organizacyjny i polityczny wyraz. . W moim przekonaniu koniec pseudopolityki obecnych dominujących ugrupowań politycznych, jest nie tylko koniecznością, ale także procesem, który w świadomości społecznej już ma miejsce. I w tym sensie wybory europejskie są początkiem zmiany politycznego trendu prowadzącego do przezwyciężenia sytuacji głosowania na partie nie odzwierciedlające społecznych potrzeb. W tych wyborach głosy oddane na PO-PIS w obawie przed zmarnowaniem głosu na partie nie mające szans na przekroczenia progu wyborczego, było w rzeczywistości stratą swojego głosu, było poparciem systemu, który powinien zniknąć.
Marian Piłka