Polski (P)rezydent podpisał Traktat Lizboński. Wacław Klaus - bohaterem Europy ojczyzn?
Postępująca ratyfikacja traktatu lizbońskiego w Europie jest związana z bardzo daleko idącym lekceważeniem woli narodów Starego Kontynentu. Przebiega bez pytania narodów o zdanie i to pomimo powszechnego przekonania, że gdyby referendum ratyfikacyjne odbyło się np. w Niemczech, Holandii, Francji czy Wielkiej Brytanii - traktat zostałby po prostu odrzucony. Zatem elity polityczne poszczególnych krajów podjęły nieczystą grę wobec własnych wyborców tak, aby poza ich wolą budować państwo europejskie. Kraje wielkie, takie jak Niemcy, mają nadzieję, że dzięki ratyfikacji zdobędą przewagę na kontynencie, szczególnie w sytuacji, gdy Federalny Trybunał Konstytucyjny orzekł daleko posunięte gwarancje suwerenności dla państwa niemieckiego. Największy problem mają kraje małe lub średnie, do których zalicza się Polska. Rządzący Rzecząpospolitą mieli do wyboru, albo prowadzić grę pozorów w stosunku do władców unijnych (tak czyni to dziś Vaclav Klaus - prezydent Czech), albo uprawiać fałszywą grę przed własnym społeczeństwem, mamiąc go pozorami starań o zagwarantowanie pozycji naszego państwa w Europie.
Po co ten traktat?
Niestety, na gruncie polskim mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem. Klaus orzekł, że nie jest w stanie ratyfikować traktatu, gdyż nie wypowiedział się w tej kwestii jeszcze czeski Trybunał Konstytucyjny. Mydląc oczy władcom UE, celowo zapomniał jakby dodać, że to on sam niedawno ponownie skierował traktat do trybunału. U nas udawano przed społeczeństwem, że wprowadzi się coś w rodzaju ustawy kompetencyjnej, gwarantującej jakieś atrybuty suwerenności polskim władzom. Minęło wiele miesięcy i żadnej ustawy nie ma, jest zaś podpis prezydenta Lecha Kaczyńskiego pod lizbońskim traktatem. Wszystko odbyło się uroczyście, tylko prawie nikt nie