Tagi:                                    

Sandomierz bardziej popularny dzięki serialowi „Ojciec Mateusz”

Sandomierz spodziewa się wiosną rekordowego najazdu turystów, spowodowanego wciąż wzrastającą popularnością serialu „Ojciec Mateusz”, emitowanego w TVP. Akcja serialu o duchownym-detektywie rozgrywa się właśnie na ulicach Sandomierza.

Sandomierz, jedno z najstarszych i najpiękniejszych miast w województwie świętokrzyskim, nie był dotąd w czołówce zainteresowań turystów. Miasto dotąd odwiedzało rocznie ok. 80 tys. osób - to znacznie mniej niż w niedalekim Kazimierzu czy Bałtowie. W mieście brakuje dobrej bazy noclegowej dla średniozamożnych turystów i atrakcyjnej oferty kulturalnej. Jednak już w okresie świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku Sandomierz odwiedziło dwukrotnie więcej turystów niż w innych latach. To głównie ci, którzy przyjechali obejrzeć plenery znane im z „Ojca Mateusza”. Wielu sympatyków filmu o przygodach detektywa w sutannie zapowiada, m.in. na forach internetowych, przyjazd do Sandomierza i wędrówki śladami kryminalnych tropów ojca Mateusza. Akcja filmu rozgrywa się głównie na Starówce, w staromiejskich zaułkach, na Rynku. Walory architektoniczne i klimat Sandomierza uwidaczniają ujęcia z lotu ptaka. Odtwórcy głównych ról i cała ekipa filmowa we wszelkich wywiadach także popularyzują uroki miasta. Jacek Kowalczyk ze Świętokrzyskiego Urzędu Marszałkowskiego w Kielcach chciałby latem zorganizować w Sandomierzu Festiwal Polskiego Serialu, bo Sandomierz to jedyne miasto serialowe w Polsce, które istnieje naprawdę. KAI, dziar / Sandomierz


Tagi:                                    

Davos: sesja o roli religii w przywracaniu wartości w gospodarce

- Religie nie są źródłem podziałów w świecie, lecz mogą pomóc w uwolnieniu go od obecnego kryzysu – zapewnili uczestnicy porannej sesji Światowego Szczytu Gospodarczego w Davos. Przewodniczący jej były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair wskazał, że istnieje związek między kryzysem a światem wartości.

  • Konsumpcja zapewnia 24-godzinną przyjemność aż do następnego zakupu, ale nie daje szczęścia – przestrzegł wielki rabin Londynu Jonathan Sacks. Dodał, że obecny kryzys można streścić w stwierdzeniu, że „ludzie kupowali rzeczy, których nie potrzebowali, za pieniądze, których nie mieli”. Według niego religie mogą wskazać światu biznesu „wartości ostateczne”. Do nowego partnerstwa z religiami wezwał uczestników Forum amerykański ewangelista protestancki Jim Wallis, bliski nowej administracji Baracka Obamy. Wskazał, że „religie nie powinny skupiać się na sobie samych, swoim terytorium i sposobach finansowania” swojej działalności. Ich rolą jest np. zadbanie o to, aby w planie odrodzenia gospodarczego nie zapomniano o ludziach o najniższych dochodach, jak również o problemach Afryki.
  • Politycy i ludzie religii mogliby zamienić się rolami na sześć miesięcy – zaproponował w dyskusji Tony Blair. Sprzeciwił się temu rabin Sacks, który stwierdził, że nie wolno religiom dawać władzy politycznej. – Nie mamy władzy, ale mamy wpływ. Władza króla kończy się wraz z jego śmiercią. Wraz ze śmiercią proroka zaczyna się jego wpływ – podkreślił. pb (KAI/„LaCroix”) / Davos

Tagi:                                    

Rzeczpospolita: Anglikanie będą katolikami?

"Jeszcze nie ucichła burza wokół zdjęcia ekskomuniki z lefebrystów, a z Watykanu dochodzą kolejne sensacyjne wieści. Na łono Kościoła wrócą konserwatywni anglikanie" - piszą na łamach Rzeczpospolitej Piotr Kowalczuk i Piotr Zychowicz. Chodzi o Wspólnotę Tradycjonalistycznych Anglikanów (TAC), która istnieje od 1991 roku. W jej skład wchodzi 16 mniejszych Kościołów z Ameryki, Afryki, Azji, Europy i Australii. W sumie liczy ponad 400 tysięcy wiernych. TAC, która działa poza strukturami Kościoła anglikańskiego, od dawna ostro krytykowała go za liberalny kurs i “wypaczanie tradycyjnej anglikańskiej doktryny”.

Jak podaje Rzeczpospolita, w ostatnim czasie, gdy amerykańscy anglikanie wyświęcili na biskupa aktywnego homoseksualistę, spór konserwatystów z macierzystym Kościołem się nasilił. A ich stanowisko w naturalny sposób zbliżyło się do stanowiska Kościoła katolickiego. W kwietniu 2007 roku prymas wspólnoty arcybiskup John Hepworth napisał list do Benedykta XVI, informując go, że pragnie ona powrócić na łono Kościoła. Pięć miesięcy później biskupi, wikariusze generalni i teolodzy TAC zebrali się w Wielkiej Brytanii i oficjalnie przyjęli katechizm i nauczanie Kościoła. Wtedy rozpoczęły się intensywne kontakty z Watykanem. "Najwyraźniej zakończyły się one pełnym porozumieniem, gdyż – jak poinformował w piątek australijski tygodnik “The Record” – Kongregacja Nauki Wiary zarekomendowała przyjęcie TAC do Kościoła" - czytamy. Według doniesień prasowych, Watykan nie zgodził się, by wspólnota zachowała własny ryt i działała na zasadzie Kościoła unickiego. "Zamiast tego otrzyma status prałatury personalnej na wzór Opus Dei. Stanie się wówczas ogólnoświatową diecezją, podlegającą bezpośrednio Kongregacji ds. Biskupów. Nadal pozostaje niejasne, jak rozwiązany zostanie problem duchownych TAC, którzy w większości są żonaci" - piszą dziennikarze Rzeczpospolitej. "Informacja o przyszłym zjednoczeniu tradycjonalistycznych anglikanów z Kościołem wywołała w Wielkiej Brytanii burzę. Media ogłosiły, że to najważniejsze wydarzenie w historii relacji między anglikanizmem a katolicyzmem, odkąd król Henryk VIII w 1534 r. zerwał z Watykanem i utworzył własny Kościół. Stawka jest bowiem znacznie większa niż niespełna pół miliona wiernych i tak od dawna nieuznających zwierzchności Kościoła anglikańskiego. Również wewnątrz wspólnoty narasta bowiem niezadowolenie z powodu liberalnego kursu, jaki obrał Kościół anglikański. Od pewnego czasu coraz głośniej mówi się, że anglikańscy konserwatyści prędzej czy później zdecydują się na schizmę. Niewykluczone, że zachęcić do tego może ich właśnie przyjęcie do Kościoła TAC - czytamy. - Nieoficjalnie wiadomo, że ewentualni anglikańscy schizmatycy również poszukiwaliby porozumienia z Kościołem katolickim. Ocenia się, że schizma mogłaby objąć nawet połowę wszystkich wyznawców anglikanizmu na świecie, czyli około 40 milionów osób. W większości – ale nie tylko – mieszkańców byłych kolonii brytyjskich, gdzie anglikanizm jest najbardziej konserwatywny". Kowalczuk i Zychowicz nawiązują też do dyskusji wokół zdjęcia przez Benedykta XVI ekskomuniki z czterech biskupów lefebrystów. Największe protesty wywołało to, że jeden z nich – Brytyjczyk Richard Williamson – powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że w Auschwitz nie było komór gazowych. W piątek biskup przeprosił j za swoją wypowiedź. "Zdjęcie ekskomuniki z lefebrystów i wyciągnięcie ręki do anglikańskich tradycjonalistów nie wszystkim się podoba. Wielu liberalnych katolików obawia się, że Benedykt XVI chce w ten sposób pchnąć Kościół na tradycjonalistyczne tory. Obaw tych nie rozwiały nawet słowa papieża, który powiedział, że lefebryści powinni uznać Sobór Watykański II"- czytamy. Cytowany przez dziennik “La Repubblica” brazylijski teolog Leonardo Boff obawia się, że Benedykt XVI, zdejmując ekskomunikę z lefebrystów, “jednoczy Kościół konserwatywny”, który oddala się od Soboru, ryzykując jednak inną schizmę: odejście z Kościoła wiernych temu soborowi posłusznych. Kapłan lefebrystów z Rimini Pierpaolo Petrucci stwierdził natomiast, że Sobór był duszpasterski, a nie doktrynalny, więc katolicy nie muszą go uznawać. Na dodatek skrytykował Benedykta XVI za modlitwę w meczecie w Stambule.


Tagi:                                    

Jerozolima: rabinat Izraela czeka na papieską pielgrzymkę

Pomimo napięć i burzy medialnej związanych z negacjonistycznymi wypowiedziami bpa Richarda Willimasona Wielki Rabinat Izraela jest przekonany o celowości i potrzebie pielgrzymki Benedykta XVI do Ziemi Świętej.

W wywiadzie dla włoskiego dziennika „Liberal” dyrektor generalny rabinatu Izraela Oded Wiener powiedział, że papież „musi przyjechać” do tego kraju. „Rabinat w Jerozolimie czeka na tę wizytę i uważa ją za ważną”, dodał Wiener, który we wcześniejszym wywiadzie dla agencji ANSA wyraził uznanie dla wagi, jaką Watykan przywiązuje do dialogu z Izraelem. ml (KAI) / Jerozolima