Ambasador Iranu w Polsce: jeśli Zachód nie wstrzyma sankcji, ropa podrożeje nawet do 200 dol. za baryłkę
21 maja w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej odbyła się konferencja z udziałem ambasadora Islamskiej Republiki Iranu Samada Alego Lakizadeha. Tematyka spotkania dotyczyła rozpoczynającego się właśnie szczytu w Bagdadzie, gdzie przedmiotem rozmów ma być program nuklearny Iranu. W rozpoczynającym się 23 maja zjeździe wezmą udział przedstawiciele Iranu i sześciu mocarstw świata: USA, Rosji, Chin, Niemiec, Francji oraz Wielkiej Brytanii.
Ambasador Lakizadeh podkreślił, że jego krajowi, jako sygnatariuszowi układu o nieproliferacji broni jądrowej zależy na dotrzymaniu traktatowych postanowień przez wszystkie państwa. Wiele lat po jego wejściu w życie, wciąż są państwa, które go nie podpisały. Jak zaznaczono, irański program atomowy nie służy budowie broni jądrowej. 750 tys. chorych w Iranie oczekuje leczenia przy zastosowaniu technik nuklearnych, które są temu krajowi odmawiane. Rząd Islamskiej Republiki Iranu stale wykazuje się przy tym transparentnością i chęcią do współpracy z międzynarodowymi instytucjami. Ambasador przypomniał, że Najwyższy Przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei wydał specjalną fatwę o zakazie produkcji broni nuklearnej, którą islam uznaje za grzech i potępia, a rząd Iranu proponował swego czasu 2-letnie zawieszenie programu wzbogacania uranu.
Samad Ali Lakizadeh porównał także histeryczne reakcje świata zachodniego na irański program atomowy, które określił mianem „iranofobii”, z życzliwością wobec Izraela, który ma obecnie ok. 200 głowic atomowych i nawet nie podpisał układu o nieproliferacji broni jądrowej. To na jego kraj nakładane są sankcje (było już ich 161), to irańskich naukowców morduje się, by przeszkodzić im prace. Jak podkreślał ambasador, Zachód powinien wytłumaczyć się ze stosowania takich podwójnych standardów, które kosztowały już życie wielu Irańczyków. Według dyplomaty sankcje nałożone przez Zachód były prawdziwą szczepionką na bolączki gospodarcze Iranu. Przed rewolucją islamską 16 proc. importu przychodziło do Iranu z USA. Obecnie jest to niewiele ponad 0 proc. Import z krajów Europy do Iranu spadł z 50 do 20 miliardów dolarów. Tak duża zmiana odbić musiała się na liczbie miejsc pracy w krajach samej Europy i przyczyniła się do pogłębienia kryzysu. Dalsze utrzymanie sankcji może doprowadzić do wzrostu ceny ropy naftowej nawet do 160-200 dolarów za baryłkę.